piątek, 10 października 2014

Moje Tatry 6.10.2014 (cz. II ostatnia)


Kontynuując naszą wędrówkę, po półgodzinnym odpoczynku w schronisku Murowaniec, wyruszamy w stronę przełęczy Krzyżne, jak widać poniżej, droga zgodnie z przypuszczeniami różami usłana raczej nie jest...



idziemy wyżej i wyżej...




Po pokonaniu wielkiego wzniesienia, schodzimy w dół  a tam można się zorientować ile jeszcze przed nami...




Idąc rozglądamy się i szukamy po szczytach szczeliny, gdzie ewentualnie będziemy musieli się wspinać...


W końcu jest! ten maleńki punkcik tam wysoko, (foto poniżej) to szczyt przełęczy a jednocześnie cel na najbliższe godziny naszej wspinaczki...


Po drodze otaczają nas wspaniale skały o futurystycznych kształtach


Szczyt niby w zasięgu wzroku i niemal ręki, ale to tylko złudzenie, jeśli ktoś dostrzeże w tych kamieniach maleńką postać schodzącego turysty (poniżej) w niebieskim kombinezonie, ten pozna skalę drogi jaka nas czeka :)


Po prawie półtoragodzinnym podejściu, miejscami dość niebezpiecznym dla aparatu, stąd prawie brak zdjęć z podejścia, osiągamy szczyt przełęczy. Jedno co zapamiętam z tamtego miejsca, to absolutna cisza, cisza która aż czasami była dziwna do zrozumienia.


W końcu się udało! czas na podziwianie widoków które zapierają dech!



Jednocześnie widać nasz kolejny cel na kolejne godziny, jest nim to "maleńkie" schronisko w dolinie pięciu stawów



Po krótkim odpoczynku i nasyceniu zmysłów niezwykłymi panoramami Tatr, czas na dalszą część wędrówki tym razem nie wspinaczka, lecz schodzenie w dół... niestety wcale nie łatwiejsze i lżejsze.




 Czasem lepiej popatrzeć w górę, ale nie należny również zapominać o nogach i to co jest pod nimi...



Próbujemy rozpoznać i zidentyfikować poszczególne szczyty gór...


...a przed nami miejscami prawdziwa "wężownica" i w dodatku ostro w dół...





Po kolejnych godzinach pogoda lekko się załamuje (lekki deszcz i śnieg) stąd z niektórych odcinków brak zdjęć, w końcu dochodzimy do - wtedy już upragnionego schroniska, zmęczeni i głodni.



Po prawie półgodzinnym odpoczynku kolejny już ostatni etap drogi, tym razem do Palenicy, przez ostatnie pół godziny po lesie już niestety w szybko zapadającym mroku co nie jest rzeczą przyjemną, a potem asfaltówką już w ewidentnych ciemnościach, ale oczywiście z latarkami w dłoni i na głowach i wspaniale świecącym księżycem na niebie :))



A tak to wygląda na mapie, kieszonkowy GPS to naprawdę fajna rzecz! :))


Zakopane - Palenica 6.10.2014

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz